Codzienne wyzwania, które stawiamy przed sobą, są ogromne. Wydaje się, że musimy być nie tylko idealnie zorganizowane, ale też perfekcyjnie zadbane, na bieżąco w tematach wychowawczych, psychologicznych, dietetycznych, a do tego doskonale ogarniać życie domowe. I to wszystko, kiedy oprócz siebie mamy jeszcze dziecko (albo dzieci) do ogarnięcia.
Kiedy weszłam w macierzyństwo, miałam jedno wielkie marzenie – chciałam być idealną mamą. Chciałam wiedzieć wszystko, zrobić wszystko perfekcyjnie, być zawsze gotowa na każdą sytuację. Myślałam, że sukces to trzymanie w ryzach nie tylko rodziny, ale także wszystkiego, co wokół. I na początku rzeczywiście starałam się mieć wszystko pod kontrolą. Ale im więcej rzeczy wokół mnie, tym szybciej zaczęłam się czuć przytłoczona. Zaczęłam zauważać, jak mały bałagan w domu wpływa na moją głowę – i nie chodziło tylko o to, co leżało na stole czy w szafkach. Zauważyłam, że całe te wielkie zakupy na wyprzedażach, zabawki edukacyjne, ubrania na zapas, które miały być świetną inwestycją „na wszelki wypadek”, tylko zwiększały stres i chaos.
Odgracenie, pomogło mi zrozumieć, co jest ważne
I właśnie wtedy zaczęłam proces, który zmienił moje podejście – stopniowe pozbywanie się rzeczy. Tak, jak wiele z nas robi na początku – myślałam, że muszę mieć wszystko, co mogłoby się przydać. Ale po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, jak wiele niepotrzebnych przedmiotów zajmuje przestrzeń w moim domu, ale też w moim życiu. To nie chodziło o to, żeby żyć w pustych pomieszczeniach – nie, chodziło o to, żeby pozbyć się niepotrzebnych gratów, które nie miały żadnej wartości. Zaczęłam zauważać, jak ogromną ilość czasu zabierały mi czynności związane z porządkowaniem, układaniem, organizowaniem przestrzeni dla tych wszystkich rzeczy, których właściwie wcale nie potrzebowałam.
To było odkrycie, które pozwoliło mi poczuć, że wreszcie mam kontrolę – nie nad wszystkim, ale nad tym, co naprawdę ma dla mnie wartość. Zaczęłam czuć, że nie tylko oczyszczam przestrzeń wokół siebie, ale także w głowie. Zmniejszenie bałaganu sprawiło, że zaczęłam czuć się lepiej, mniej zestresowana, bardziej zorganizowana. Zauważyłam, że mam więcej energii na to, co naprawdę ma znaczenie: na czas z dziećmi, na odpoczynek, na siebie.
Bagatelizujemy wpływ przedmiotów na poziom stresu
W pracy z mamami, które czują się przytłoczone nadmiarem rzeczy, często pojawia się jeden wspólny motyw – niewielkie decyzje o pozbyciu się rzeczy mogą przynieść ogromną ulgę. To może być pozbycie się nadmiaru ubrań, zabawek, niepotrzebnych książek czy gadżetów. Ale to nie chodzi tylko o porządek – to ostatecznie o tworzenie przestrzeni, która będzie wspierała nas w codziennym funkcjonowaniu. Organizacja przestrzeni w domu ma ogromny wpływ na to, jak funkcjonujemy w codziennym życiu. To daje nam poczucie spokoju, które pomaga w równoważeniu wszystkich obowiązków i w pielęgnowaniu relacji w rodzinie.
Kiedy usuwamy rzeczy, które tylko zajmują przestrzeń, zaczynamy mieć więcej miejsca na to, co naprawdę się liczy. I to nie tylko w domu. Odgracanie przestrzeni to proces, który pozwala także na oczyszczenie głowy. Zauważam to u mam, z którymi współpracuję – mniej przedmiotów to mniej decyzji do podjęcia, mniej zamieszania. Więcej przestrzeni to więcej spokoju. I właśnie ten spokój – w sercu, w głowie i wokół – staje się jednym z najcenniejszych skarbów w życiu każdej mamy.
Wiem, jak łatwo zapomnieć o sobie, kiedy jesteś mamą. Ale naprawdę warto zacząć od małych kroków, by uporządkować przestrzeń wokół siebie. Tak, jak ja zaczęłam od małych decyzji – to nie chodzi o to, by pozbywać się wszystkiego, ale o to, by trzymać to, co naprawdę ma dla mnie sens. Odgracanie to proces, który daje nam przestrzeń do bycia tu i teraz, do cieszenia się chwilą z dzieckiem i do zadbania o siebie.
Zrób krok do przodu – daj sobie przestrzeń na spokój, na równowagę, na życie bez nadmiaru. A potem poczujesz, że to jest ten moment, w którym zaczynasz żyć pełniej. 💛
